Kategorie: Wszystkie | Kulinaria | Miejsca | Prasówka | Recenzje | Stosiki | Tak sobie myślę
RSS

Kulinaria

piątek, 21 listopada 2008

...to nie po prostu książka kucharska, zbiór przepisów. To pean na temat włoskiego jedzenia, włoskiej kultury, włoskiego stylu życia. Jamie naprawdę kocha ten kraj, kocha po nim podróżować i doświadczać różnych smaków:

Wybrałem się w tę podróż po Włoszech między innymi dlatego, żeby się czegoś nauczyć. Chciałem też się przekonać jak to się stało, że ten kraj wciąż posiada tak wspaniałą kulturę jedzenia. Mam na ten temat własną opinię - myślę, że dzieje się tak po części dlatego, że mają tu wyjątkowo dobrą pogodę oraz produkty pozwalające na przygotowywanie znkomitych potraw; nie bez znaczenia są też tradycje i wartości życia rodzinnego, a także jak sądzę religia i Kościół katolicki, bo przecież liczy się każda okazja do świętowania.

Ja zastanawiam się, dlaczego styl życia w Polsce jest tak bardzo różny od włoskiego: przecież u nas też liczą się wartości rodzinne i religia. W Polsce jednak tradycja oznacza zaściankowość i hipokryzję i jest wrogiem otwartości, także w stosunku do "obcych" ludzi - czyli osób nie spokrewnionych. To że rodzina jest najważniejsza oznacza zbyt często zamykanie się w kręgu rodziny i odgradzanie się od tych, którzy do rodziny nie należą. Polacy kochają swoich bliskich, ale biada temu, kto do tych bliskich się nie zalicza - w stosunku do niego nie ma zbyt wielkiej życzliwości, nie ma powodu, żeby mu coś ułatwiać czy by mu ufać. To stąd myślę bierze się tak małe poczucie wspólnoty w naszym kraju, a tak częste walki o partykularne interesy. We Włoszech naczelnym hasłem jest afirmacja życia, radość życia, a nie można cieszyć się życiem, jeśli nie uśmiechamy się do ludzi, którzy nas otaczają - nie tylko rodziny, ale i znajomych i tych zupełnie obcych, którzy być może tylko "przepływają" przez nasze życie. Oni też się kłócą i nadal przede wszystkim identyfikują się z własną wsią i własnym regionem, a dopiero potem z krajem - ale przy tym wydaje mi się, że wiedzą, co w tym wszystkim jest najważniejsze - dobre jedzenie, słońce, zabawa - a nie kłótnie o pierdoły..  W Anglii mają inny problem - zanika tradycja brytyjskości, bo Wielka Brytania to już nie kraj Anglosasów, ale zbieranina ludzi wielu narodowości

Miałem okazję obserwować młodych ludzi, żyjących we Włoszech "nowocześnie", ale jest to nowoczesność, jaką my w Anglii mieliśmy 70 lat temu lub coś koło tego. Owszem, mają telefony komórkowe i komputery, ale nie są one nieodłącznymi elementami ich życia codziennego i nie jest ich też tak dużo, jak u nas. (...)

Myślę więc, że Włochy właśnie dlatego zdołały zachować tak wiele ze swoich wspaniałości. Jestem o tym przekonany. Budzi to we mnie głębokie emocje, bo czasami kiedy ma się zbyt wiele rzeczy do wyboru, traci się z oczu to, co naprawdę się liczy - rodzinę, dzieci i własne zdrowie.

Nie chodzi tylko o gotowanie, ale o przekazanie nam tej radości życia i przyjemności płynącej z jedzenia.

sobota, 25 października 2008

Podobno trwa Tydzień dyniowy. Bardzo lubię dynię, ale rzadko mam okazję coś z niej robić, bo jest ona u nas warzywem raczej ciężko dostępnym. Takie odnosiłam wrażenie - że dynia jest traktowana u nas czysto ozdobnie. W tym roku jakoś dyni więcej. A ja zajadam się placuszkami:

20 dag dyni zetrzeć na tarce o drobnych oczkach, dodać 1,5 szklanki mąki i jajko rozbełtane ze szklanką jogurtu albo kefiru. Wymieszać, smażyć...

piątek, 15 sierpnia 2008

Dziś rano obudziła mnie potworna burza, z gradem wielkości czereśni, z ulgą więc pomyślałam, że co za szczęście, że nie muszę wstawać i iść w takich warunkach do pracy. Wstałam sobie spokojnie i na świąteczne śniadanie przyrządziłam - zupełnie wyjątkowo - puszyste racuszki z malinami, na które przepis znalazłam na Knedliku. Były naprawdę pyszne i puszyste!

To nie jest blog kulinarny, ale przyznaję, że dzięki kulinarnym blogom odkrywam na nowo pasję gotowania. Jakiś czas temu stwierdziłam, że jednak nie posiadam tego talentu, ale uwielbiam czytać o jedzeniu, oglądać zdjęcia (ah, te ciasteczka ociekające czekoladą, te lśniące owoce, kolorowe makarony) - już samo oglądanie jest ucztą dla oczu. Podziwiam za umiejętność stylizacji - trzeba wymyślić jak podać i ułożyć potrawę, w jakim naczyniu, z jakimi dodatkami, w jakim otoczeniu - zresztą fotografowanie jedzenia jest odrębną dziedziną fotografii, bardzo trudną zresztą. A. jest wręcz zbulwersowana: jak to możliwe, przyrządzać takie dania, robić im TAKIE zdjęcia i jeszcze umieszczać to na blogu, o którego design też trzeba zadbać i który sam w sobie potrafi być internetowym arcydziełem. Jak znaleźć na to czas? Jestem estetką, ale jednak dla mnie ważniejszy jest smak - przecież nie wszystko, co się ugotuje, lub upiecze wygląda jak z żurnala. Poza tym  gotuję, kiedy jestem głodna - zanim zrobiłabym zdjęcia, zdążyłabym wszystko zjeść. Dowód? Przepis na naleśniki z porzeczkami, który wart jest wypróbowania:

2 łyżki masła utrzeć z trzema jajkami i 1/2 szklanki cukru. Dodać 250g twarogu. Dodać ubite na sztywno białka i ok.100g porzeczek (albo innych drobnych owoców - jagód, malin). Nadziewać tą masą naleśniki, ułożyć w naczyniu żaroodpornym i pokryć resztą masy. Zapiec 30min w 180st. Podać z pozostałymi owocami - tak naprawdę owoców zawsze dodaję na oko.

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
1.Moje ulubione blogi (nie tylko książkowe)
2.Przeczytane w 2013
3.Przeczytane w 2012
4.Przeczytane w 2010
5.Przeczytane w 2009
6.Przeczytane w 2008
7.Wymienię/sprzedam
8.Kontakt
Co czytać?