Kategorie: Wszystkie | Kulinaria | Miejsca | Prasówka | Recenzje | Stosiki | Tak sobie myślę
RSS

Prasówka

piątek, 27 września 2013

Co chwilę słyszy się, że znikają kolejne księgarnie, zwłaszcza te małe, nie sieciowe, a ja właśnie przeczytałam, że w Holandii na księgarnię została zamieniona XV-wieczna katedra. Wnętrza naprawdę robią wrażenie, bo oczywiście księgarnia jest ogromna, a połączenie nowoczesności z zabytkową architekturą wyszło wspaniale, ale ja mam mieszane odczucia. Ewidentnie zamienianie świątyń na obiekty użyteczności publicznej, sklepy, itp. świadczy o kompletnym zaniku życia religijnego w społeczeństwie. Mogę jeszcze zaakceptować kiedy kościół staje się bardziej zabytkiem, muzeum, niż miejscem kultu religijnego, ale sklepem? Trochę mi to pachnie profanacją i to mimo, że nie jestem osobą wierzącą! W końcu religia grała dawniej bardzo dużą rolę nawet w tych dziś zeświecczonych, zachodnich państwach - jest częścią naszej historii i nie ma sensu temu zaprzeczać. A zrobienie sklepu w kościele wydaje się mi być taką próbą zerwania z tradycją i historią. Trudno mi to uzasadnić, ale coś mi tu nie gra. A co Wy o tym myślicie?

Artykuł o tym i zdjęcia można obejrzeć TU.

wtorek, 12 marca 2013

Moja żona ostatnio zaczęła czytać, już z pół roku do biblioteki chodzi. To podobno pomaga na bezsenność. 

Ludzie nie czytają, bo to się nie opłaca. Jak włączysz telewizję, to po półtorej godziny masz już obejrzany cały film, a tu poświęcasz dwa tygodnie i nie masz pewności, co z tego wyjdzie.


Sam chciałbym przeczytać "Grę o tron", ale nie wiem, czy się zbiorę, bo jest już serial.

Polskich pisarzy współczesnych nie kojarzę za wielu. Właściwie to tylko Tomasza Lisa i Wojciecha Cejrowskiego. I jeszcze Szymborską, ale ona już umarła.

Tak naprawdę myślę jednak, że jedyna książka, jaka mogłaby wstrząsnąć światowym rynkiem, pojawiłaby się wtedy, gdyby ludzkość odkryła drugą Ziemię. Gdyby na tej planecie była cywilizacja podobna do naszej i też mieliby książki, wszyscy by się u nas na nie rzucili. Innego wyjścia dla wskrzeszenia czytelnictwa nie widzę.

Ja nie czytam, bo już wzrok nie ten, no i internet w zupełności mi wystarcza. I chyba też trochę dlatego, że nie ma nic, co porwałoby tłumy, tak jak kiedyś "Lalka". 

Za: Nieczytelnicy. Portret w pięciu odsłonach.

środa, 13 lutego 2013

No to dobra wiadomość - wydawnictwo Świat Książki zostało kupione przez Bukowy Las, co - mam nadzieję - oznacza, że zostało uratowane przed zniknięciem z rynku. Bukowy Las zapisał się w mojej świadomości jako wydawnictwo z ciekawą ofertą (m.in. książek historycznych) i stał się jednym z moich ulubionych wydawnictw, więc cieszę się, że to ta firma zdecydowała się na zainwestowanie w Świat Książki.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Na portalu Świat Czytników ukazał się kilka dni temu bardzo ciekawy tekst dotyczący sprzedaży na rynku wtórnym e-booków. Innymi słowy: kupiłam e-booka, przeczytałam i chcę się go pozbyć. Już od jakiegoś czasu mnie to nurtuje (i okazuje się, że nie tylko mnie). E-book fajna sprawa, ale uważam, że sytuacja panująca na naszym rynku jest chora: wersja elektroniczna książki kosztuje tyle samo, co papierowa (biorąc pod uwagę VAT, to dziwię się, że nie są nawet droższe), a po w dodatku po jej zakupieniu mam ograniczone prawa do dysponowania nią. Nie mogę, jak zwykłej książki go odsprzedać, wymienić na inną książkę, a nawet komuś pożyczyć. W takiej sytuacji jeśli mam kupować, to wolę książkę papierową, której jedyną wadą jest to, że zajmuje miejsce na półce. Dlaczego tak jest? Prawo nie nadąża za technologią, nie wiadomo właściwie czym jest e-book: oprogramowaniem, kopią książki, usługą? Stwierdzenie, że e-book to usługa – aczkolwiek stosowane na użytek opodatkowania VAT – brzmi dla mnie absurdalnie. Kwestia jest dyskusyjna, ale są głosy mówiące, że TAK – e-booka można odsprzedać, choć oczywiście nie jest to takie proste, jak w przypadku zwykłej książki. Co z nieszczęsnym DRM-em? Pomijam już fakt, że pojawia się tu kwestia zwykłej ludzkiej uczciwości i zaufania, co w naszym kraju jest trudne do przejścia. Tu człowiek jest z góry, automatycznie traktowany jak potencjalny złodziej, przez prawo i różne instytucje, w tym sklepy: "jak masz zamiar udowodnić, że skasowałeś swoją kopię e-booka"? Same sklepy też uczciwością nie grzeszą, skoro wykorzystują sytuację jak się da. Skoro ceny są jakie są, kwitnie też obrót nielegalny (czyt. chomik). I kółko się zamyka. Ale nie słyszałam jeszcze, żeby w Polsce ktoś dobrowolnie obniżył ceny.

Zachęcam do przeczytania całego artykułu i dyskusji. Osobiście chętnie pozbyłabym się zakupionych e-booków Ake Edwardsona, który wybitnie nie przypadł mi do gustu i fakt, że wydałam na jego „dzieła” pieniądze, nie poprawia mi humoru. Może jest ktoś chętny? ;)

piątek, 13 lipca 2012

W ostatniej Polityce artykuł na temat – ogólnie rzecz biorąc – umierającego czytelnictwa. Ubiegły rok był, dla przykładu, klęską jeśli chodzi o polski rynek wydawniczy. Usprawiedliwia się to wprowadzeniem VAT na książki, ale czy rzeczywiście te kilka procent mogło doprowadzić do załamania się rynku? Co i rusz napotykam gdzieś na zdanie że czytanie to obciach. Najbardziej w tym artykule rozbawiło mnie jednak zdanie, że nauka czytania jest coraz trudniejsza - bo dochodzą a to jakieś znaczki, a to różne odnośniki, etc!

O dziwo jednak, pisanie ma się całkiem dobrze. W istocie: powstają dzieła o objętości grubych tomisk, coraz więcej jest serii wydawniczych. Pisanie przeżywa rozkwit w Internecie. Wszelakie portale społecznościowe wymuszają na ludziach jakąś własną twórczość, że nie wspomnę już o blogach. Inna kwestia: kto to w ogóle czyta?? Sama jestem tego najlepszym przykładem. Piszę, ale dla kogo – sobie a muzom? Myślę tu też o publikacjach typu Pod niemieckimi łóżkami. Zapiski polskiej sprzątaczki - to już teraz każdy może pisać książki? Piszą aktorzy, dziennikarze, redaktorzy w wydawnictwach – to mnie w sumie nie dziwi. Sławni sportowcy wydają swoje biografie opracowane przez jakiegoś pisarza. Ale sprzątaczki? Kogo w ogóle interesują cudze brudy, to co znajduje się pod cudzym łóżkiem? Pod niemieckimi łóżkami budzi moje skojarzenia ze Służącymi Kathryn Stockett, ale w tej ostatniej książce chodzi o zgoła coś innego, niż tylko epatowanie informacjami rodem z Pudelka.

Oglądając blogi czytelnicze i komentarze pozostawiane pod recenzjami książek zastanawiam się, dlaczego prawie nigdy owych komentarzy nie zostawiają osoby, które daną książkę przeczytały (i mają na jej temat jakieś zdanie). W prawie wszystkich przypadkach są to notki typu: zainteresowałaś mnie - przeczytam lub to nie w moim stylu, chyba sobie odpuszczę. Nawet jeśli mowa jest o książce popularnej! Więc co te osoby czytają??

Ostatnio bardzo boleśnie dotknęła mnie kwestia oceny wniosku o dofinansowanie projektu ze środków unijnych. Ocenę przeprowadzono w sposób ewidentnie wskazujący na niekompetencję oceniającego, który to generalnie interesuje się bardziej tym, czego we wniosku nie ma, niż tym, co zostało we wniosku napisane, zarzucając brak informacji, które w rzeczywistości się we wniosku znajdują. Zastanawiam się: nie przeczytał dokładnie? Czy może mamy tu do czynienia z nieumiejętnością czytania ze zrozumieniem, co – w kontekście badań na temat polskiego czytelnictwa i szerzącego się wtórnego analfabetyzmu wcale nie byłoby takie dziwne. Tylko, że skutek jest taki, że odrzucany jest dobry wniosek, będący dla Projektodawcy jedyną szansą sfinansowania tego typu działań, a Oceniający nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji. I wszystko gra i buczy...

Dochodzę więc do wniosku, że... pisanie jest łatwiejsze niż czytanie...

niedziela, 27 maja 2012

W marcowym Twoim Stylu opublikowano artykuł o nowym pomyśle na zawód: doradca książkowy. Doradca książkowy ma za zadanie - po poznaniu naszych preferencji czytelniczych - dobrać nam lektury tak, aby nam się spodobały, odciążając nas od ich szukania. Cały pomysł wywołał we mnie bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony – co za wymarzony zawód dla mola książkowego, bo wymaga czytania, czytania i jeszcze raz czytania, czyli tego, co tygryski lubią najbardziej. Z drugiej strony – kto byłby skłonny korzystać z tego typu rad i jeszcze za to płacić? Tego typu usługi są charakterystyczne dla wysoko rozwiniętych społeczeństw, gdzie płaci się komuś za coś, co zdrowo myślący człowiek może równie dobrze zrobić sam. Wyprowadzanie psów, koszenie trawników, wszelkiego rodzaju usługi doradcze, które nie wymagają wysokiej specjalizacji. Zlecamy to wszystko, bo wydaje się nam, że nie mamy czasu samemu się tym zająć – jesteśmy tak bardzo zajęci zarabianiem pieniędzy, żeby za to zapłacić... Anyway zawód doradcy książkowego wydaje mi się należeć do właśnie tego rodzaju kuriozum, co do których mam wątpliwości, czy mogą się przyjąć w Polsce. Potencjalny klient ma myśleć: czemu nie zatrudnić kogoś, kto powie mi, co czytać - nie trzeba będzie tracić czasu na chodzenie po księgarniach oraz pomyłki wynikające z tego, że trafiliśmy na jakiegoś gniota. Do nas trafiają ci, którzy książki kochają i chcą czytać, tylko nie mają czasu szukać lektur. Teoretycznie jest to możliwe: można być zabieganym biznesmenem, czy pracownikiem korporacji. Jednak coś mi tu nie gra. Jak ktoś, kto KOCHA książki może nie wiedzieć, co chce przeczytać? Ktoś, kto ma nawyk czytania wie mniej więcej co mu się podoba - nawet jeśli aktualnie nie czyta za dużo i nie jest na topie. Poza tym czytanie to hobby, relaks, a nie kolejne zadanie do odrobienia! Dla mola książkowego przyjemny jest też sam proces poszukiwania lektur: szperania po księgarniach, bibliotekach, targach książki, przeglądanie blogów książkowych. Jakoś więc korzystanie z doradztwa czytelniczego nie pasuje mi do osób, które kochają książki. Bardziej taka usługa byłaby odpowiednia dla osób, które nie czytają i nie mają wyrobionego gustu czytelniczego. Potencjalnym klientem powinni być też ci, którzy chcą czytać, ale wydają się w tym trochę zagubieni – idą np. do biblioteki i wypożyczają książki na chybił trafił. Należy sobie jeszcze zadać pytanie, jak liczna może być tego typu klientela w naszym kraju, w którym statystyki czytelnicze są dosyć kiepskie.

Inna sprawa to to, że bycie doradcą książkowym wcale może nie być takie proste, jak się wydaje. Ja czytam od dzieciństwa, przeczytałam naprawdę mnóstwo książek, a mimo to nie wiem, czy dałabym radę w takim zawodzie. Przecież nikt nie zna się na wszystkim i nie przeczytał WSZYSTKIEGO, a klienci mogą być różni. Uczciwie rzecz biorąc, co ja na przykład wiem o literaturze sf, o literaturze z działu ekonomii, albo książkach dla dzieci?

Jakoś doradztwo książkowe kłóci mi się z samą ideą czytania. Czytanie to pewien proces myślowy, który ma w zamyśle poszerzenie horyzontów – tymczasem doradztwo w takim wydaniu te horyzonty ogranicza. To jak zwolnienie się z myślenia, w dodatku ograniczenie się do tylko tych pozycji, które akurat poznał nasz doradca. Wreszcie, czy czytanie dla przyjemności to aż takie wyzwanie, aby trzeba było w to angażować doradców? Przecież to nie jest sprawa życia i śmierci; jeśli nawet przeczytamy coś, co się nam nie spodoba, to świat się nie zawali. Są też sposoby uzyskania darmowej porady, chociażby na blogach, czy portalach czytelniczych. Ale co, jeśli zapłacimy za poradę i książka nam się nie spodoba?

środa, 25 kwietnia 2012

Jakiś czas temu w Polityce czytałam artykuł dotyczący rosnącej popularności szwedzkiej (czy też bardziej ogólnie: skandynawskiej) literatury. Pomyślałam sobie, żeby napisać o tym na blogu, ale jakoś nie było okazji – aż wpadłam na pomysł rubryki pod hasłem „przegląd prasy”. Czyli o tym, co ciekawego o książkach (i nie tylko) wyczytałam w prasie, internecie i gdziebądź.

Do rzeczy. Moja przyjaciółka od dawna jest fanką wszystkiego, co skandynawskie. Także literatury. Jeszcze kilka lat temu musiała ona polować na cokolwiek rodem ze Szwecji, Norwegii, czy Islandii; na półkach z literaturą skandynawską znaleźć można było od biedy Krystynę, córkę Lavransa, A lasy wiecznie śpiewają i Świat według Zofii. Dziś sprawa wygląda zupełnie inaczej. Przede wszystkim mnożą się jak króliki skandynawskie kryminały, co ma swoje uzasadnienie w prawach rynku – książki te, na czele z trylogią Larssona, okupują listy bestsellerów. Poza tym pojawiają się kolejne ciekawe powieści skandynawskich autorów takich jak Anne B. Ragde, Majgull Axelsson, Dag Solstad. Okazuje się, że literatura stała się całkiem dochodową gałęzią szwedzkiej gospodarki (jeśli tak to można ująć), towarem eksportowym, napędzającym również turystykę. Bo turyści chcą zwiedzać Sztokholm śladem Mikaela Bloomkvista, oglądać Fjällbackę, gdzie akcję swoich kryminałów umiejscowiła Camilla Lackberg, czy Ystad znane z Mankella.

Co więcej, w Szwecji funkcjonuje szkoła pisania kryminałów, z której wywodzi się m.in. Asa Larsson – nic więc dziwnego, że na rynku pojawiają się coraz to nowe serie kryminalne. Najbardziej chyba zaskoczyła mnie informacja, że Camilla Lackberg tworzy swoje powieści z biznesplanem w ręce! My, naiwni czytelnicy, zachwycamy się „klimatem skandynawskich powieści”, a tu znowu tylko komercja...

Cały artykuł można przeczytać TU

czwartek, 15 marca 2012

Na stronach popularnego portalu znalazłam wywiad z Lisą Chaney, autorką niedawno czytanej przeze mnie i recenzowanej biografii Coco Chanel. Dosyć ostre słowa "była suką" - to prawda, że taki wizerunek Coco: zimnej, oschłej się  utrwalił. A ja myślę, że jak w większości przypadków to była tylko maska. I że nie powinno się ferować wyroków i oceniać w kategoriach czarne-białe - zwłaszcza kogoś, kto się już nie może obronić.

Jeden wizerunek to był ten, który ona chciała stworzyć dla samej siebie, żeby nie zwariować, który pozwolił jej przetrwać, odnieść sukces, a drugi wizerunek ukazuje nam osobę, która miała niezwykle trudne dzieciństwo, przepełnione biedą, smutkiem, samotnością. Ten zewnętrzny wizerunek stworzył ikonę , a ten drugi jest dużo bardziej tajemniczy i fascynujący i to jego właśnie próbowałam odkryć. Dlatego w książce nazywam ją Gabrielle, a nie Coco. Gabrielle to ona naprawdę, a Coco to jej image, który stał się ikoną.

Cały wywiad można znaleźć TU.

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
1.Moje ulubione blogi (nie tylko książkowe)
2.Przeczytane w 2013
3.Przeczytane w 2012
4.Przeczytane w 2010
5.Przeczytane w 2009
6.Przeczytane w 2008
7.Wymienię/sprzedam
8.Kontakt
Co czytać?