Blog > Komentarze do wpisu

Żona tygrysa

Po raz pierwszy od długiego czasu mam przed sobą książkę, o której nie wiem, co napisać. Fabuły streszczać nie ma sensu, ponieważ fabuły jako takiej tu brak – już teraz wiem, czemu nie ma jej w opisie książki. Gdyby się uprzeć, można powiedzieć, że młoda lekarka, pochodząca z krajów byłej Jugosławii, wspomina swojego ukochanego dziadka, również lekarza.

Żona tygrysa jest właściwie zbiorem opowieści, rodem gdzieś z Bałkanów, opowieści baśniowych, takich snutych gdzieś w zapadłych wioskach, nie mających kontaktu ze światem i cywilizacją, pełnych zabobonów, dziwnych wierzeń i obrzędów. Unosi się nad tym wszystkim posępny duch wojny – zarówno wojny domowej w Jugosławii, jak i drugiej wojny światowej, ale także wcześniejszych potyczek na tych terytoriach. Mimo tego Żona tygrysa jest książką bardziej nostalgiczną, niż smutną; naczelnym jej motywem jest bowiem oswojenie śmierci. Dokładnie tak, jak w przypadku bajek czytanych dzieciom: o złych wilkach, rozstajach dróg, gęślarzu podbijającym swym śpiewem serce księżniczki. Bohaterami opowieści wplecionych w treść Żony tygrysa są ludzie zawsze w pewien sposób powiązani ze śmiercią: lekarz, aptekarz, rzeźnik, ksiądz... A te wszystkie historie o nieśmiertelniku - człowieku, który nie może umrzeć... Śmierć wcale nie jest taka straszna – możemy wyczytać między wierszami. Czasami straszniejsze jest życie: w świecie, który jest nieprzewidywalny, pełnym niebezpieczeństw, w którym sąsiad nagle strzela do sąsiada, gdzie dobry człowiek nagle staje się oprawcą. A zabobon jest przecież sposobem wyjaśnienia tego, czego nie potrafimy wyjaśnić, powiązania ze sobą w ciąg przyczynowo-skutkowy tego, co nie ma ze sobą żadnego związku. To pozwala poradzić sobie z własnymi lękami. Natalia, bohaterka – narratorka jest przedstawicielką realizmu: jako lekarka wierzy w szczepionki, a nie gusła, stara się jednak uszanować tych, którzy ciągle tkwią gdzieś tam pomiędzy nowoczesnością, a tradycją.

Żony tygrysa się nie pochłania, ale raczej smakuje. Pięknie to jest napisane. Tea Obreht przedstawia rzeczy takimi jakie są, raczej bez zbytniej egzaltacji, ale jej talent i bujna wyobraźnia niewątpliwie zasługuje na uznanie.

Moja ocena: 5/6

Tea Obreht, Żona tygrysa, Wyd. Drzewo Babel, 2012

piątek, 20 lipca 2012, joly_fh

Polecane wpisy

  • Światło między oceanami

    Wysepka na skraju dalekiej Australii. Miejsce, gdzie spotykają się Ocean Indyjski oraz Ocean Spokojny. Latarnia. Światło między oceanami. W to osamotnione miejs

  • Zaginiona księga z Salem

    Być może istnieje sporo książek traktujących o procesach czarownic w Salem, jednak ja jeszcze żadnej nie czytałam, dlatego Zaginiona księga z Salem była dla mn

  • Niewidzialna pani domu

    Jak to się dzieje, że 60-letnia była pielęgniarka nagle zaczyna pisać (wydawać) książki? Może przez całe życie czuła się sfrustrowana, niewidzialna? Tak jak boh

Komentarze
Gość: Scathach, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/07/20 14:41:04
Zdanie o smakowaniu tej książki jest jej doskonałym podsumowaniem!
-
Gość: Kreatywa, 109.95.31.*
2012/07/21 09:28:45
Cieszę się, że o książce, o której trudno cokolwiek napisać, jednak napisałaś. Brzmi to intrygująco - zwłaszcza dla mnie, zafascynowanej Bałkanami. Z ciekawością odnotuję sobie ten tytuł - chyba nawet wpadł mi w oko w Dedalusie...
Co czytać?