Blog > Komentarze do wpisu

Samotna wędrówka przez Afrykę

Fran Sandham postanowił samotnie przejść Afrykę wszerz – od wybrzeża Namibii, po Zanzibar, przez zabójczą pustynię Kalahari, jak i lasy równikowe z Wodospadem Wiktorii. Ta podróż była marzeniem autora – skromnego księgarza z Londynu, inspirowaną wyprawami słynnych wiktoriańskich podróżników. Była także ucieczką od szarego życia w mieście. Sandham nie pisze zbyt wiele o sobie, ale z tych nielicznych wzmianek wynika, że w Londynie nie wiodło mu się zbyt dobrze, choć z drugiej strony zaprzeczeniem tego są informacje ze skrzydełka książki, skąd dowiadujemy się, że Sandham redagował przewodniki Rough Guide, sporo podróżuje i pisze o tych podróżach w prasie. Piszę o tym, bo jest to istotne z punktu widzenia motywacji do przedsięwzięcia podobnej wyprawy, a ona pozostaje – wobec owych sprzecznych informacji – ciut niejasna. Co więcej autor zdecydował się tę trasę przebyć sam: bez sponsorów, ekip telewizyjnych, fotografów. Chyba jedynym odstępstwem od owego antykomercyjnego podejścia jest niniejsza książka. Jej polska okładka jest ładna, ale angielska chyba bardziej klimatyczna i bardziej oddająca charakter podróży.

Samotna wyprawa nie jest może jakimś arcydziełem literackim, nie jest też wydawnictwem quasi-albumowym, jakich ostatnio sporo na naszym rynku (w istocie zdjęć w tej książce jest zbyt mało i są kiepskiej jakości). Jest za to całkiem nieźle napisaną relacją z podróży – czasem śmieszną, czasem straszną, a czasem pouczającą. Sandham pisze o tym, co spotyka go na trasie, o tym, co czuł (zmęczenie, strach, ból), o zwykłych problemach: odciskach, dokuczliwym głodzie, ciężkim plecaku, rozpadających się butach. Jest brudny i często sypia w rowach. Piesza wędrówka narzuca trochę inny punkt widzenia niż podróżowanie jakimś środkiem transportu. Z pewnością, jest się bliżej wszystkiego, ale też doświadcza wielu niebezpieczeństw. Autor pisze na przykład o swoim obsesyjnym lęku przed spotkaniem z lwem, którego wcale nie chciał zobaczyć (w przeciwieństwie do większości osób przyjeżdżających do Afryki):

Leżę w ciemności i zastanawiam się, co zrobię, gdy ciemne ścianki namiotu rozerwie nagle wielka łapa i w otworze pojawi się wielki łeb lwa, a reszta zamajaczy w świetle księżyca. Po chwili dociera do mnie, że nie ma sensu się nad tym zastanawiać, bo gdyby tak się stało, decyzja nie należałaby już do mnie.

Relacja z trasy jest przeplatana fragmentami dotyczącymi historii Afryki, w tym opowieściami o Stanley'u i Livingstone, co niewątpliwie odróżnia ją od innych książek podróżniczych o Afryce.

Autor ma lekkie pióro (stąd moje powątpiewanie w tę bajeczkę o księgarzu), opowiada o swoich perypetiach i kłopotach z iście angielskim poczuciem humoru i dystansem do samego siebie. Charakteryzuje go filozoficzna postawa, bez której chyba trudno by mu było przetrwać taką wędrówkę: co ma być, to będzie. Któż tak pisze o muchach jak Sandham (któż W OGÓLE pisze o muchach?):

Niewiele wiem o muchach, ale spędzam w ich towarzystwie tyle czasu, że powinienem być już ekspertem. Na szczęście wieczorami znikają, reagując na zapadający zmrok jak Drakula na świt. Przypuszczam, że lecą do domu. Ale gdzie właściwie mucha ma dom? Czy żyje w jakichś gniazdach, może w takim muszym odpowiedniku dwupokoleniowej rodziny? Nie wierzę, że nocą po prostu zasypiają (…). Ciekawe czy bywają głodne i czy umierają z głodu. (…) W afrykańskiej tradycji mucha często występuje jako szpieg, który zakrada się niepostrzeżenie do ludzkich domostw i bardzo lubi podsłuchiwać. Postanawiam dowiedzieć się czegoś o muchach po powrocie do domu.

Typowy Anglik: Sandham jest niezwykle zdeterminowany, niczym owi wiktoriańscy odkrywcy, choć moim zdaniem jego zachowanie jest często zbyt zachowawcze. Z biografii pisarza wynika, że swoją dziennikarską karierę zrobił już po napisaniu książki. Teraz ekscentryczny Anglik daje wykłady o swoich podróżach. Udziela on następującej rady, dla piszących o podróżach: Unikaj kwiecistych opisów, opowiadaj historie, konkluduj. Zbyt wiele artykułów podróżniczych, a nawet literatury podróżniczej jest o niczym, lub co najmniej o niczym, co jest warte opowiedzenia.

Moja ocena: 4,5/6

Fran Sandham, Samotna wędrówka przez Afrykę, Wyd. Świat Książki, 2011

czwartek, 21 czerwca 2012, joly_fh

Polecane wpisy

  • Światło między oceanami

    Wysepka na skraju dalekiej Australii. Miejsce, gdzie spotykają się Ocean Indyjski oraz Ocean Spokojny. Latarnia. Światło między oceanami. W to osamotnione miejs

  • Zaginiona księga z Salem

    Być może istnieje sporo książek traktujących o procesach czarownic w Salem, jednak ja jeszcze żadnej nie czytałam, dlatego Zaginiona księga z Salem była dla mn

  • Niewidzialna pani domu

    Jak to się dzieje, że 60-letnia była pielęgniarka nagle zaczyna pisać (wydawać) książki? Może przez całe życie czuła się sfrustrowana, niewidzialna? Tak jak boh

Komentarze
kaye
2012/06/21 15:40:48
Natknęłam się już wcześniej na pozytywną recenzję tej książki. Może przeczytam, gdy trafi się okazja. :)
Ale przy tej okazji zareklamuję naszego przedwojennego podróżnika Kazimierza Nowaka, który przejechał rowerem i częściowo przeszedł na pieszo Afrykę z północy na południe i z powrotem. Było to przed wojną, również nie miał sponsorów i właściwie przypłacił tę wyprawę życiem, gdyż zmarł niedługo po powrocie... Wiele jego spostrzeżeń na temat Afryki, polityki kolonizatorów jest zadziwiająco aktualnych.
-
icy_joanne
2012/09/10 15:43:22
Mam tak długą kolejkę książek do przeczytania, że nie wiem kiedy znajdę czas na te pozycję, ale znajdę z pewnością :)
Co czytać?